poniedziałek, 15 grudnia 2014

Nowe coś

ZAPRASZAMY TUTAJ NA REAKTYWACJĘ, BO WRACAMY Z CZYMŚ NOWYM -

when-lights-go-down.blogspot.com

when-lights-go-down.blogspot.com

when-lights-go-down.blogspot.com

when-lights-go-down.blogspot.com

wtorek, 14 października 2014

Krótka historia z życia Paula Stanleya...

Już od samego rana nasz kochany Pauluś szykował się na randkę z Weroniką. Godzinami wybierał ciuchy, w czym koledzy z zespołu mu pomagali - nie pomagając, bądź unikając tego 'debila' jak to nazwał go Gene. 
 Kiedy Stanley zorientował się, iż nie ma jeszcze najważniejszego, czyli wina, z ogromnym przerażeniem wymalowanym na twarzy zbiegł na dół do kuchni, gdzie spotkał Ace, który robił sobie kawę. A musicie wiedzieć, że kawa dla gitarzysty była tak samo ważna jak mleko dla Tempesta.
- Jadę do biedronki po winiacza! - rzucił wokalista biorąc ramoneskę i wybiegając z domu.
- Mhm... - mruknął Ace wyciągając z szafki filiżankę.
Gdy Paul znalazł się przed domem, szybko pobiegł do garażu po swojego wiernego malucha, którego, a raczek 'którą', nazwał Mariola. Miała ona piękną tapicerkę, siedzenia w krowie łaty oraz czyściutkie dywaniki. Cały zespół jeździł tym oto czerwonym samochodzikiem na koncerty, ponieważ:

  • Samochód Erica Carra za dużo spalał, jak to powiedział Stanley,
  • Gene jeździ limuzyną, którą nazwał 'magnez na kobitki' i jest ona tylko na kobitki,
  • Ace nie nadał swojemu autku imienia, za co Paul go skrzyczał. Po długiej (trwała ona kilka sekund) naradzie gitarzysta nazwał go Franek. Jest on chłopakiem, więc Mariola czuję się zagrożona jak to oznajmił wokalista i nie mogą nim jeździć.

Kiedy Stanley znalazł się w garażu uznał, że nie jest to pora, aby jeździć Mariolą, ponieważ spała. Tak naprawdę nie odpaliła, ale to tajemnica państwowa, a Paul nie uznaje czegoś takiego jak - moje ukochane auto nie odpaliło. On woli mówić, że śpi.
 Wybiegł z jeszcze większym przerażeniem z garażu, po czym zobaczył, że zostało mu jedynie półgodziny do przyjścia ukochanej (nie mylić z Mariolą). Całe szczęście przed domem jego babci, w którym mieszkali po jej śmierci, stała limuzyna Gene'ego. Wokalista z nadzieją podbiegł do auta i zapukał w szybkę. Po chwili odsunęła się ona, a pojawił się Simmons zdejmujący okulary przeciwsłoneczne.
- Czego chcesz? - zapytał.
- Gene, podwieziesz mnie do sklepu? 
- No jasne, że tak - powiedział basista. - Wskakuj.
Brunet otworzył drzwi i wsiadł do limuzyny, w której siedziały już laski Simmonsa. Około sześciu ich tam było. 
- Panie, no, przesuńcie te tyłki! - krzyknął Paul i odsunął jakieś dwie dziewczyny. - No wiesz Ty co, Gene? Te moje są lepsze i ładniejsze.
Wtedy te wszystkie panienki strzeliły na niego focha, a żeby wyglądało to lepiej odwróciły głowy w przeciwną stronę.
Strzeliły na mnie focha, a ja do Biedronki jechałem! - opowiadał potem swym nienarodzonym wnukom, Paul.
 Kiedy dojechali pod sklep, do którego zmierzał Stanley - wokalista szybko wysiadł krzycząc przyjacielowi, aby na niego poczekał. Simmons kiwnął głową, na znak, iż poczeka i dalej wybijał palcami rytm jakiejś piosenki.
 Paul wpadł bo Biedry jak burza i zaczął się rozglądać za ewentualny winiaczem. Szybko ujrzał butelkę zacnego napoju, złapał za nią i podbiegł do kasy, rozpychając przy tym stojące przy niej emerytki...


W tym czasie w samochodzie...

- Gene, no, nie czekajmy na niego. - powiedziała jedna z 'laseczek'.
Basista zmarszczył brwi i udawał, że myśli. Jednak, wbrew pozorom, wcale nie myślał!
- Dobra. Szofer, ruszaj! - krzyknął.

W Biedronce...

- Nie rozpychaj się tak, synku! - krzyczała jakaś staruszka na Paula.
- Ja się spieszę, prze pani. Ekstra sztuka mi ucieknie!
- Ty wieśniaku! - wykrzyknęła bereciara (nie jest ona jednak żoną Izzy'ego) - Jak ty się wyrażasz?! A tak w ogóle to sztukę, to ty masz przed sobą. - wskazała na siebie. <pomysł Wery jedzącej serek> <jogurcik!>
Stanley przyjrzał się 'urodziwej' pani i zemdlał.


W tym czasie pod domem KISS'ów...


Weronika przybyła na miejsce (zdarzenia <za dużo W11>) I czekała pod domem, ponieważ, kiedy strasznie zajęty robieniem sobie kawy Ace, otworzył drzwi, nagle znienacka jak Chuck Norris z krzaków wyszedł Eric.
- Pani wejdzie później. - zabajerował ją (i stojącego obok Ace) żując coś w ustach i stojąc oparty o drzwi.
Gitarzysta ulotnił się z miejsca i wrócił do robienia kawy. W tym czasie Eric bajerował dalej panią Tempest.
- Co w ogóle robiłeś w tych krzakach? - zapytała.
- Sadziłem petunię, a ty co myślałaś? - odpowiedział pytanie m na pytanie.
- Nie, nic, nic...
W tym samym momencie na ulicę wybiegł, a raczej doczołgał się, Paul. Pomimo wielu pretensji do Gene i krzyków po drodze - staruszki oszczędziły go i przeżył. Niestety dotarł na miejsce troszeczkę poobijany. W torebkach moc i siła! Ania Shrek! - kompletnie nie wiem, o co chodzi Łysej...
 Podszedł do 'pary' i ze wzrokiem mówiącym 'nie żyjesz, Eric', zabrał Weronikę bliżej siebie. 
- Kochanie, kupiłem wino. W najdroższym sklepie w mieście. - oznajmił i wymijając Carra wszedł do domu razem z ukochaną.


- A kiedy tam weszliśmy, zobaczyliśmy, że Ace zrobił sobie za dużo kawy i cała kuchnia była zalana. Później wpadł do domu, jak szalony, Joey Tempest z krzykiem, żeby Eric zostawił jego kotka-psotka. Wszystko skończyło się tak, że przyjechała do nas Michelle Obama, którą sprowadził tu Axl, aby nas wszystkich pogodziła. Niestety, Eric i Michelle się polubili i razem oglądali 'Kawę na Ławę', więc plan gówno strzeliło.

KONIEC.

_____________________
Tak, wiem, długo nic tutaj nie dodawałyśmy, ale to z braku czasu. Nawet nie udało mi się narobić waszych rozdziałów, za co bardzo przepraszam. ;_;

niedziela, 5 października 2014

UWAGA

UWAGA! Od dnia dzisiejszego nowe opowiadanie o Dzieciach Gunsów i reszty publikujemy na drugim blogu. Na tym jedyne co będzie, to pierwsze opowiadanie! Dziękujemy za uwagę i żegnamy, bo idziemy pisać takie gówienko o Izzy'm i Złotych Beretach.
A nie! Czekajta! Na tamtym drugim blogu będzie jeszcze nowe opowiadanie o lasce co ze Szwecji przypłynęła i o takiej drugiej co jeszcze nic nie wiemy. ;_;


Tam pod spodem jest nowy rozdział!

wtorek, 23 września 2014

Rozdział 1 - opowiadanie nr. 2

Weronika zauważyła mojego chrupka z wąsami. Albo to raczej płatek, ale taka kulka...
Paczajta, to jeszcze za czasów Weroniki było pisane!
Teraz siedzi obok i żre kisiel... ;_;
Zapraszam do czytania!
_____________________________________


,,Gdzie jest moje mleko?!"


Podczas nieobecności rodziców, wszystkie dzieci zebrały się w Hellhouse'ie. Jak przystało na dobrego gospodarza Andrew McKagan nie zrobił herbatki swym gościom. Pomimo tego, że nie jest on najstarszy (a może jest?) został gospodarzem, ponieważ jako pierwszy przyszedł mi do głowy. 

 Wszyscy zasiedli w salonie, który po dwudziestu latach wyglądał jak wyglądał. Czyli, że przypominał trochę śmietnik, w którym każdego dnia na siłę Erin próbowała sprzątać. 
- Wiecie, że dzisiaj jest ten bal? - zapytała Invicta.
- Jaki bal?! - ludzie obecni w pomieszczeniu zrobili wielkie oczy.
- No szkolny. - odparła.
- You' re my angel. Come and save me tonight... - śpiewał Andrew niosąc herbatę, którą jednak zrobił. <moja ukochana piosenka - Wićka> <Nie wiem... Nie wiem... - Wera>
- W takim razie musimy się szykować, no. Andrew nie rób herbatki tylko przyśpieszaj dupę. - pośpieszył kolegę Kirk.
I tak wszyscy polecieli do swoich pokoi, a Ci którzy tu nie mieszkali pojechali do swoich domów. Oczywiście każdy w inny sposób. Kirk Jackson na motorze, April odwiózł Bob swoim rozpadającym się samochodem, Paul, Sebastiana i Jagoda poszli z buta, bo mieszkali na przeciwko (choć trochę się awanturowali, że chcą, aby ktoś ich podwiózł), a reszta pojechała samochodami, których nie mieli.


W Tym czasie u Gunsów...



- Axl, widziałeś gdzieś moje buty? - na tyłach autokaru Erin przegrzebywała wszystkie walizki. - Co?!

Rudy w tym czasie prowadził samochód. No a jakże. Miał na sobie czerwoną czapkę z daszkiem, koszulkę w kratę, gacie (a czego się spodziewaliście?) i swoje ultra-ekstra adidasy ze swoim imieniem. 
- Nieee!!! - wykrzyknął na cały autokar, za co dostał w łeb z zagubionego buta żony. A tak dobrego cela miał Izzy. - Taaak!!!
- To w końcu tak, czy nie?! - zapytała zniecierpliwiona Rose.
- No tak! - odparł.
- Nie drzyj się rudzielcu! Ja tu próbuję spać! - krzyknął Stradlin.
Jego żona, jakże zacna Barbara spojrzała na niego ze zdziwieniem. Brunet odwrócił głowę w jej stronę i rzucił w nią kaczuszką o imieniu Dolores.
- Jeff, jest piętnasta w południe. - oznajmiła mu żona.
- No i...? - spytał. - Odsypiam. I oddaj Dolores.
- Sam nią we mnie rzuciłeś, więc rusz dupę i se przynieś... Po czym ty odsypiasz? - zapytała brunetka podnosząc z ziemi żółtą kaczuszkę. A miała mu jej nie podawać... Oddała ją mężowi i spojrzała na niego pytająco. 
- Po nocy. - oznajmił.
Z drugiego końca autokaru odezwał się Slash:
- Co wy robiliście w nocy?! I ja nie słyszałem?! Było trzeba mnie zawołać! 
- Whatever. - podsumował rytmiczny i po naciągnięciu poduszki na głowę, poszedł spać.
Barbara wywróciła oczami i ruszyła w kierunku Mandy. Szła sobie spokojnie, aż tu nagle prawie, że by głowę straciła! Koło jej zacnej (tak jak ona cała) główki przeleciał but Erin, którego wyrzucił Axl. Sandał poleciał z wielką prędkością w kierunku żony wokalisty i walnął ją w tyłek.
 Szatynka odwróciła się z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy w stronę męża, ale po chwili zamieniło się to w żądze mordu.
- Ja to mam jednak cela. - powiedział rudy i z uśmiechem powrócił do kierowania.


W tym czasie u dzieci...



- Nie, ja włożę tą sukienkę. Ty nie możesz włożyć tej sukienki! - w sklepie darła mordę Madonna.

- Niby czemu? - zapytała Amanda.
- Bo ja ją wło... Albo nie, weź se ją. Ja idę po tamtą. - odparła i ruszyła w kierunku wieszaków.
Nagle do pomieszczenia sklepowego wpadł jak błyskawica Paul, syn Bacha. Był ubrany tylko w niebieskie bokserki, a w ręku trzymał dwie pary spodni. Jedną czarną, gładką, a drugą w ledwo widoczne paski.
 Na ten widok młoda Tempest wykrzywiła twarz w grymasie obrzydzenia.
- Dziewczyny, pomóżcie mi! Nie wiem, które włożyć. - powiedział. - Chłopacy oznajmili mi, że nie chcą mnie oglądać w samych gaciach, bo podobno mam owłosione nogi.
- Ja i tak już wychodzę. - powiedziała Madonna zabierając sukienkę i podchodząc do kasy.
- Biegłeś w tych gaciach przez całe miasto? Tylko w gaciach?! - wykrzyknęła Amanda.
- Ta i owszem. - odpowiedział chłopak i na luzie wyszedł ze sklepu puszczając jednocześnie oczko do kasjerki.


Później...



Kiedy już Paul wybrał sobie spodnie i kiedy dziewczyny były gotowe, wszyscy postanowili, że jest to już pora, aby wybrać się na szkolny bal. Młodociany przestępca, zwany inaczej Andrew McKagan podszedł do wybranki serca swego, czyli Madonny Tempest.

- Madziu - zaczął. - No, bo wiesz... dzisiaj jest bal... I idziemy na niego...
- Niech ci będzie. - odparła dziewczyna machając niedbale ręką.
Ucieszony potomek Duffa i Mandy wyskoczył w powietrze, i miał zamiar poszybować w kosmos gdyby nie żyrandol, w który walnął głową.
- Andrew, to nowy żyrandol! Nie niszcz go, wiesz ile czasu matka wybierała taki oldskulowy?! - krzyknął swym MĘSKIM głosem Michael. 


U rodziców...



- Coś czuję, że ktoś powiedział do mojej córki "Madziu". I to na dodatek chłop! - krzyknął Joey, którego instynkt ojcowski, bądź kobiecy - nikt tego nie wiedział - nigdy nie zawodził. 

- O Jezus, znowu? - zapytała Weronika znudzonym tonem.
- Jakie "znowu"? Ja się tu o nią martwię, kotku-psotku. - odparł i otworzył lodówkę.
Tam zaczął rozglądać się za swym mlekiem, którego nie było. Teraz nadejdzie apokalipsa...
 Tempest odwrócił się w stronę żony z morderczym spojrzeniem. Jego twarz stała się czerwona, a oczy prawie, że wystrzeliły. W końcu nie wytrzymał i krzyknął na cały Europe'owski autokar.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! MICK, IAN, LEVEN, NORUM, JEŁOPY!!! - wydarł się. - GDZIE MOJE MLEKO?!?!?!
Zaraz obok przed nim pojawili się koledzy z zespołu. Wszyscy mieli w oczach przerażenie. Nagle blondyn wyjął z kieszeni postrach Wszechświata, czyli...
- A! Dolores! - wyrwało się Mic'owi.


W tym czasie u Gunsów...



Izzy przekręcił się na drugi bok i zorientował się, że jego kaczuszki nie ma przy nim...
_________________________________________

I to koniec, bo nie chcę mi się dalej pisać. Tada... 
Mam pomysł na jakieś fajne-dziwne opowaidanie, ale Ty będziesz musiała mi pomóc!
Ale ja odeszłam. Czy Ty nie rozumiesz co oznacza 'odejść'?!
To czemu tu nadal jesteś, Weroniko?
Bo nie wiem jak się odchodzi...
Normalnie, wychodzisz z pokoju.
<śmieje się i wywraca oczami>
To jak?
Nie.
Pora smutać, bo Wera nie chce pisać już na ZAWSZE.
NIE...
CZEKAJCIE...
WIELKI-ULTRA-SUPER POWRÓT!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
WERONIKA OFICJALNIE WRACA NA OBYDWA BLOGI!!!
A tak poza tym... Założyłam Aska, pytajcie jak chcecie - Kilk


poniedziałek, 1 września 2014

Uwaga, uwaga - Weronika to łamaga!

Na samym początku muszę walnąć "przepraszam", więc... PRZEPRASZAM. Ziemniak odchodzi! Będzie ona pisać na boku jakieś inne opowiadanie, a ja...? Ja zostaję. Zostaję i będę dalej pisać na blogu. Nowe części opowiadań mogą pojawiać się bardzo rzadko, ale będą! 
To tyle.


Wićka Tyler

niedziela, 31 sierpnia 2014

Zawiecha...?

Kurde, no, nie wiadomo co z nami. Ciągle się kłócimy, wyzywamy albo bijemy. Na ręce mam taki piękny ślad po paznokciach Weroniki, krew mi z tego leciała. ;_; Ale ja nie o tym... Chodzi o to, że już jutro zaczyna się rok szkolny, łee, co nie? <Wera analizuje co napisałam> 
Dlatego albo ja, albo Ty.
Czyli to będzie tak, jutro po rozpoczęciu roku powiemy sobie o tym co z blogiem. 
Mamy cały (prawie) dzień na zastanowienie się.
Jest kilka opcji:

  1.  Łysa odchodzi i zostawia mi bloga,
  2. Ja odchodzę i zostawiam bloga Łysej, co kończy się ogólnym na nim nie pisaniem, bo powiedziała mi, że sobie nie poradzi ;_;
  3. Obydwie odchodzimy i totalna zawiecha ;_;
  4. Leci Streets Of Philadelphia,
  5. Zostaję sama z blogiem, a Ziemniak zakłada swojego własnego i piszę swoje Niedzielne pogaduszki,
  6. Znów zostaję sama i prowadzę bloga, a Łysa na boku pisze nowe opowiadanie, a potem możliwe jest jego wstawienie,
  7. No i (wspomniana już) totalna zawiecha. Choć możliwy jest powrót (po jednym dniu ;_;)
Więc nie bierzcie sobie tego do serca, bo decyzja zostanie podjęta dopiero jutro.
Tyle od nas. No, ale mam dla Was jeszcze pewną historię z życia mamy, taty i Weroniki. Zabawna albo nie, nie ważne.

Oglądali sobie Blaze Of Glory Jona, a tata wie od nas, że mama w młodości kochała się w Bon Jovim. Miała taki wielki plakat powieszony na drzwiach, ale niestety dziadkowie go wyrzucili ;_; I tak sobie oglądali i tata nagle do mamy:
- Ładne widoki, co nie?
Chodziło mu oczywiście o Jona. XD Ale mama niby, że nie zakumała o chodzi, to odpowiedziała:
- No, kanion. 
Ale oczywiście Weronika musiała popisać się inteligencją, dlatego odpowiedziała takie "mhm", a tata do niej:
- Wiem o co Ci chodzi.
A wtedy Łysa strzeliła buraka i poszła spać. Koniec.

Znam jeszcze inne historie, jak to na przykład powiedziałam tacie, że Ziemniak kocha się w Paul'u Stanley'u z KISS - "No, ma ładne oczy" - jego reakcja. ;_;

Albo jak Łysa nie wiedziała co to "ciucholand" i tam pojechała -.-

Wiele tych historii jest związanych z Weroniką. Dobra, mogłabym tak opowiadać o życiowych przygodach Ziemniaka, ale spadamy na Best Chart. Papatki i do jutra!