wtorek, 19 sierpnia 2014

Tempest ! Tempest ! Tempest !

Dziś mój mąż Joey obchodzi 51 urodziny

Życzę mu dużo zdrowia, szczęścia, prezentów i tego, że napadnę Cię w nocy i zabiję Lise  patelnią a Ciebie porwę. W ogóle życzę Ci  Wszystkiego najlepszego całuje





















        Życzy

Twoja wierna żona


 

          

             


 

niedziela, 17 sierpnia 2014

Slash niuchaj cz.1...

Foch, foch i jeszcze raz foch. Wiem, że to jest dziwne, ale to taki dodatek...
_________________________________

Pewnego dnia w pięknym, jakże czystym Hellhouse'ie Gunsi spędzali dzień, jak na nich - normalnie i dosyć zwyczajne, czyli chlali przed telewizorem, w którym leciał już 987655443321 odcinek "Mody Na Sukces". Mandy, Erin, Wendy i Barbara, które nie były zainteresowane ulubionym serialem chłopaków, szykowały kolację. Wszystkie wolały programy typu "Ukryta Prawda" czy "Trudne Sprawy", a wielką miłością darzyły kultowy serial o przerażających przypadkach ludzi - "Dlaczego Ja?"
 Kochana pani Stradlin przyniosła Gunsom jedzenie i postawiła na stoliku, (czyli jak by to określiła Mandy "przyniosła im prosto pod ryje") który stał przed telewizorem i służył do kładzenia na nim nóg. Dziewczyny dosiadły się do chłopaków i razem zaczęli jeść "rodzinną kolację".
 W pewnym momencie Baśka rozpoczęła interesującą konwersacje:
- My z Izzy'm jesteśmy najwierniejszym małżeństwem z Was wszystkich. - Stradlin wywrócił tylko oczami, ale po chwili przytaknął swej żonie.
Oczywiście Axl musiał zaprzeczyć temu stwierdzeniu...
- Nieprawda, bo my z Erin! - zbulwersował się.
- Nie byłabym taka pewna... - zaczęła pani Rose.
Rudy odwrócił głowę w jej stronę i zmarszczył brwi. Raczej on uważał co innego.
- Co masz na myśli? - spytał.
Jednak zamiast Erin, odpowiedzi udzieliła Amanda, która raczej nie wiedziała co mówi.
- Tom, Slash, Kurt... - zaczęła wymieniać.
No i każdy może się domyślić, że Axlowi to się nie spodobało. Zrobił się cały czerwony, tak, że teraz nie można było odróżnić jego marchewkowych włosów od twarzy. Spojrzał na żonę i oczekiwał wyjaśnień.
- Jak to?! Z Kurt'em to byłam jak się rozstaliśmy, więc się nie liczy - zaprzeczyła. - Slash to tylko Twoje głupie wymysły a Hamilton... Ee... Nic Nas nie łączy!
- Aha, pamiętam jak musiałem za Wami jeździć i Was śledzić, specjalnie na tą okazję dorobiłem kanapie kółka! - krzyknął Rose.
- A Stephanie?! - wydarła się Erin.
Axl zrobił wielkie oczy i... myślał. Zastanawiał się co odpowiedzieć, żeby nie wpaść. I tak sobie chłop myślał i myślał... i nic nie wymyślił, dlatego użył starej techniki, która kłamstwem była.
- Ze Steph to byłam jak się rozstaliśmy, o! 
- Steph?!
Po minie Rudego widać było, że już się pogubił dlatego zastosował inną technikę.
- To Ty mnie zdradzasz, nie ja Ciebie!
Pani Rose (?) podeszła do niego i uderzyła go w policzek. W tym właśnie momencie do pokoju wpadła Mandy i zaczęła nawalać Axla znakiem z napisem "STOP Przemocy w Rodzinie".
- Ej, to Erin stosuje przemoc, nie ja! - wykrzyknął poszkodowany.
- Wiem, ale kobiet się nie bije. - odpowiedziała i kontynuowała. 
Wkurzony już do granic możliwości Axl wstał na równe nogi i wybiegł z domu. A przy ty krzyczał "I tak to Ty mnie zdradzałaś, Everly!". Wszyscy chłopacy, którzy wcześniej nie wtrącali się odwrócili się i popatrzyli za wokalistą. Duff zmarszczył brwi tak, że wyglądał jak dziarski pirat, choć nikt tak nie twierdzi.
- Wahatever. - skomentował Izzy i pogłośnił telewizor.

Następnego dnia...

Pan Rudy Axl Rose nadal nie wracał. Wszyscy się o niego martwili a Stradlin zaczął mieć psychopatyczne pomysły, za które dostawał w łeb od Barbary. 
 Erin siedziała w swoim i Axla pokoju, i wyglądała przez okno. W jej oczach można było ujrzeć smutek i troskę o męża. Chciała go przeprosić, choć tak naprawdę nie zdradziła go ani razu. Zrobiłaby wszystko, aby tylko wrócił. 
 Nagle do pomieszczenia wparował Jeffrey Isbell z tym swoim przebiegłym, strasznym uśmieszkiem, którym straszył swoje dzieci w nocy...  Nie, no dobra, Izzy nie jest aż taki przerażający.
- I jak tam Erin, tęsknisz za swoim Axlusiem? - spytał.
Kobieta odwróciła się w jego stronę. Ona i Rudy nie należeli do małżeństw, które są dla siebie mili, okazują sobie uczucia, lubią się... Ee... Nawet się nie tolerowali, dlatego, aby nie okazywać tego, że za nim tęskni powiedziała coś takiego...
- Nie, nie tęsknie za nim. Zjadł wczoraj dużą kolację, pewnie dlatego jeszcze nie wrócił.
Izzy pokiwał głową, ale jego mina mówiła iż wątpi w to, co powiedziała. Brunet cały czas sprawiał wrażenie, jakby spiskował z Axlem i razem chcieli doprowadzić do tego, aby Erin przyznała się do tego, że kocha Rose'a.
 Nadal kiwając głową wycofał się z pokoju i wrócił do siebie...

Dwa dni później...

- Mój Axl, mój mały, rudy kotek... - mówiła sama do siebie Erin.
Rose'a nie było w domu już od trzech dni. Wszyscy martwili się o niego a w szczególności jego żona, lecz nadal próbowała to przed wszystkim ukryć.
 Jak już każdego dnia od zaginięcia Axla, Izzy wszedł do pokoju, aby wypytać szatynkę o to, czy tęskni za mężem. Oczywiście przybył tu z tym swoim uśmieszkiem.
 Pani Rose jak zawsze zaprzeczyła i w tym własnie momencie do kuchni wpadł Adler. W ręku trzymał kubek z herbatą.
- Po pierwsze... Isbell, coś Ty zrobił z tą herbatą?! Smakuje jak gówno krowie! 
Izzy spojrzał na niego ze zdziwieniem. Spojrzał na kubek, a potem do środka. Herbata. Nic niezwykłego. No, ale to przecież Steven...
- Adler, to normalna herbata.
- A spróbuj! - przytknął mu ją do ust.
Na dół zeszła Wendy i uważnie przyjrzała się mężowi, a potem jego herbacie.
- Nie posłodziłeś jej. - stwierdziła.
- Aaa...
Wendy pokręciła głową i wróciła na górę. Teraz nadeszła na drugą sprawę Stevena. Perkusista spojrzał ze złością na rytmicznego.
- Po drugie... Ja wiem, że Ty wiesz, gdzie jest Axl! Ukrywasz go przed nami! Jestem tego pewien! Przyznaj się, Isbell!
Brunet wywrócił oczami i spojrzał na Erin, która od pewnego czasu również przyglądała mu się z zaciekawieniem. Westchnął głośno i zażenowany całą sytuacją odpowiedział:
- Nie wiem, gdzie on jest. Nawet mnie to nie obchodzi - mruknął. - I cześć idę.
Powiedział i wyszedł. Tak po prostu. Ja sobie tu haruję a Weronika siedzi sobie i każe mi włączać teledysk do "18 and Life". Zero pracy, nic nie robi... Ale wracając do tego dziwnego czegoś...
 Steven słysząc to zaczął podejrzewać, iż Stradlin rzeczywiście wie, gdzie jest Axl. Alice leci... Poison... Ekhem, Adler poleciał na górę. Mówię dosłownie, on normalnie leciał. Wdział wdzianko detektywa i zbiegł na dół, aby głosem pełnym zgrozy zawołać Slasha.
- Slash! Mój wierny psie! Slash! 
- CZEKAJ MUSZĘ SIĘ WYSZCZAĆ!!!
- DOBRA!
- NIE DRZYJTA SIĘ TAM!!! - krzyknęła Mandy.
- O, MANDY, POWIEDZ DUFF'OWI, ŻEBY UBRAŁ SLASHOWI SMYCZ!!!
- WHAT?! - usłyszeli Hudosna i McKagana, którzy krzyknęli jednocześnie.
I tak oto perkusista tupiąc nogą do piosenki Alice'a Coopera, czekał na przyjaciela. Po pewnym czasie, czyli po kilku minutach, co dla Adlera było za długo, na dół zszedł Slash. W samych majtkach, zaznaczę. I oczywiście z obrożą i smyczą.
- No chodź idziemy!
- Ale jestem w samych gaciach.
- I? Psy nie noszą ciuchów.
Saul przybił facepalma i nie kłócąc się już, razem ze Stevenem wybiegł przed dom, aby szukać Stradlina. Jak się okazało rytmiczny stał pod Hellhouse'm i śmiał się z przyjaciół. Po chwili widząc Slasha padł ze śmiechu na chodnik.
- Śmiej się, śmiej. My znajdziemy Axla. - oznajmił Popcorn i pociągnął Hudsona w lewą stronę. - Nie wyrywaj się tak.
Stradlin bez słowa podniósł się z ziemi i ruszył w kierunku Rainbow. Steven i Slash, którzy zagapili się na siebie nie zwrócili na to uwagi. Tak, to pierwsze objawy miłości!
- Aaa!!! Slash, gdzie Izzy?! Niuchaj, niuchaj, piesku, niuchaj, znajdź Jeffa. - Perkusista zorientował się co się stało. Strasznie szybko to zrozumiał.
- Adler, nie będę wąchał chodnika. - oburzył się gitarzysta...
_______________________________
BIM BAM oto pierwsza część. Tak wiem, długo Nas nie było, a raczej Wery nadal nie ma, bo w ogóle przy tym nie pracowała. Pffy, zawsze muszę wszystko sama robić! Powiesz coś, lumpie?
Bo nie chciałam pracować, bo nie miałam ochoty. A Ty i tak mnie nie poinformowałaś, że piszemy a potem kazałaś mi myśleć!
Księżniczka nie chce pracować? Główka nie boli od tego myślenia?
Bezlitosny cham.
Dziękuję bardzo i zapraszam do komentowania!

czwartek, 24 lipca 2014

Tam gdzieś u góry...

No właśnie, tam gdzieś u góry jest link do naszego drugiego bloga pt. Psychiatryk, na którym pojawił się pierwszy rozdział, a raczej coś w tym tegesie. Dlatego proszę Was, abyście tam zajrzeli.

środa, 23 lipca 2014

Versatile Blogger Award (znowu nie wiem jak się pisze...)

Upośledzona Wiktoria znowu zapomniała jak się pisze Verstali... Coś coś. No, właśnie z tym wyrazem mam problem. Here I go again... Kocham tą piosenkę... O! Wera przyszła.
No. To pisz.
A więc oficjalnie zaczynamy.
A oto święte zasady, które i tak złamiemy:

1. Trzeba podziękować nominującemu na blogu. 
2. Pokazać nagrodę Versatile Blogger Award.
3. Ujawnić siedem faktów o sobie. 
4. Nominować 15 blogów. 
5. Poinformować o fakcie nominowania autorów.


Black Velvet... Coś tam Coś... Angie, masz fajne piosenki na blogu...

Dobra, to ja teraz idę podziękować, a Ty Łysa czekaj na mnie. Odkreśl na liście, że idę dziękować za nominację.
Na jakiej liście?!
Tej w Twoim mózg... Ty go przecież nie masz... Dobra, lecę podziękować.
O! Już podziękowałam 
HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH'
Chyba wczoraj...
Aaaa... Byłam wtedy w piżamie. Już pamiętam. Oczywiście musiałam o tym wspomnieć w komentarzu.
No to teraz ukradnę od kogoś ten głupawy obrazek.



A przecież nie muszę tego zapisywać, wystarczy, że zrobię kopiuj, a potem wklej... Zapamiętaj, że pod "Uga" mam zapisany ten obrazek z Vesatile Blogger...
Ale wracając do nominacji, czy nam zawsze to musi zając tyle miejsca?
A no tak, poszła srać.
O wraca, bo krzyki słychać. Chyba wpadła na odkurzacz i o jakiejś gołej babie gada...
Nic nie mówiłam o gołej babie. Musisz iść do słuchologa. Mmm, jaki ten batonik jest słodki.
Ej ja je lubię, jak mogłaś mi zjeść.
Ty już jadłaś dzisiaj ja jeszcze nie jadłam.
Teraz fakty:
Co?! Jakie fakty?! Jakie fakty?! <wyrywa mi myszkę od komputera i patrzy na zasady>
Ujawnić 7 faktów o sobie.
Kurczę, co ja napiszę?
Wracając do faktów, zacznę ja.


  1. Jestem uzależniona od patrzenia na Stevena Tylera,
  2. Tak naprawdę nazywam się Tyler - Hetfield, nie tylko Hetfield,
  3. Mam psa,
  4. Kocham robić przypał, bo to moje drugie imię, 
  5. Wera to moja siostra,
  6. Weronika się teraz śmieje,
  7. Nie mogę patrzeć, słuchać i robić cokolwiek innego z Tempestem lecącym w telewizji. Grozi to ugryzieniem w jakąś część ciała.
Teraz kolej młodej tylko, że jeszcze pisze coś tam na kartce....
Pierwsze.
O co...?
Wiktoria!
You See Me Crying...

  1. Jestem Tempest i jestem z tego dumna,
  2. Wiktoria to moja siostra,
  3. Mam Paula Stanleya w różach na komputerze (Kiedyś już o tym mówiłam),
  4. Lubie czesać se włosy i robię to często,
  5. Uwielbiam patrzeć na Joey. Oczywiście Tempesta,
  6. Kocham kociaki. Z Joeyem założymy hodowle,
  7. Na wakacje zamierzam pojechać do krainy kotów,
Aha to już wszystko...
Tera nominacje.
Piętnaście blogów <mówi z przerażniem>
Nie, tylko trzy.
<teraz Wera powtarza to po mnie i zaciesza>
Oto nominowani:


A miały być trzy...

Idę czytać, cześć.
A właśnie Fiery n' Fly mają dodać rozdział!
Bo nie ma co czytać...
A i inne nominowane też.
I co będzie ze Staith?
No, to ja idę. Aloha.
Wyłączył się jej komputer i teraz krzyczy, biedactwo.
No. To wszystko.
A no i jeszcze raz dziękujemy za nominacje.
Hey Jude...
Papatki!

niedziela, 20 lipca 2014

Opowiadanie 1 - rozdział 11

No to na początku wspomnę, iż miejsce, w które jadą zostaje zmienione. Zamiast na wyspy Bahama jadą do lasu, spędzić czas na łonie natury... Tada! Miłego czytania!
_______________________________________________________

Kiedy dojechali na miejsce zobaczyli, że jest z nimi osoba, której nie znają a jednak skądś kojarzą. Rudy osobnik zwany Axlem wraz z platynowym osobnikiem zwanym Księżniczką Vincem, podeszli bliżej rudo - brązowej kobiety. 
- Kim Ty jesteś? - spytali jednocześnie.
- To Lisa Marie Presley - odparł za nią Michael. - Przyjechała tu ze mną.
- Z Presleyów. - pokiwali głowami "zwiadowcy". Przez ten czas wszystkie osoby, które już wcześniej dowiedziały się o obecności córki Elvisa Presleya, udały się na wypakowywanie swoich rzeczy z walizek lub zwiedzenie terenu. Na obeznanie się z terenem udał się Nikki razem z Erin. Zazdrosny Axl wyruszył na łowy małżonki wraz z Duffem, którego zbytnio nie obchodziło gdzie jest jego żona. 
 Przez ten czas Lisa zaproponowała Jacksonowi kolację na łonie natury. Mike, który wolał spędzić ten czas z kimś innym, nie potrafił odmówić, ponieważ kiedyś bardzo, bardzo dawno temu Matka nauczyła go, że kobiecie się nie odmawia. 


W tym czasie u reszty....

- Jesteś pewien, że tak rozkłada się namiot? Myślę, że to coś musi to trzymać a nie leżeć jako próg przed namiotem. - powiedział Slash do Larsa, patrząc na instrukcję, którą trzymał do góry nogami. - Tak jak, jest na filmach.
- A tym nie poluję się na dzikie zwierzęta? - spytał Jon.
- No - przytaknął Izzy. - Wygląda jak dzida pospolita.
- Gadacie bzdury! - z krzaków wyszedł Rose, który wrócił z polowania na Erin. - Na to się nadziewa kiełbaski. 
- Mmm... Kiełbasa. - zamruczał Tyler.
- Zjadłbym kiełbasę. - powiedział Ozzy leżący na leżaku. - Sharon, nadziej na to kiełbasę i mi ją daj.
- Michael, nie mamy tutaj kiełbasy. - odparła pani Osbourne.
Ozzy wytrzeszczył na nią oczy i spadł z leżaka. Na jego miejsce szybko usiadł Cooper.
- Wiesz, że nie lubię jak ktoś mówi do mnie Michael! - wrzasnął na żonę. - Jestem księciem ciemności. Nie mogę mieć na imię Michael!
- To jak rozkłada się ten namiot? - wtrącił Slash.
- Musisz to wbić tutaj... - zaczął tłumaczyć spec od wszystkiego, pan Alec John Such.


W tym czasie u Vince'a, Nany i Dużego...

Niezwykła trójka postanowiła śledzić poczynania Michaela i Lisy. Czyli, że po prostu są wścibscy. Jednak żadne z nich nie wiedziało, że drugie tam idzie. Dlatego kiedy zebrali się nieświadomie za jednym krzakiem, Neil głośno pisnął, bo Nana usiadła mu na stopie. Oczywiście reakcja pozostałej dwójki byłą taka sama. O dziwo, Jackson i Presley nie zwrócili na nich uwagi.
- Co wy tu robicie? - zapytał platyna.
- A Ty? - spytała Nana.
- Śledzę Mike'a i Liskę. - odparł Vince. 
- To okropne. Jak można kogoś śledzić? - zapytała oburzona.
- A ty po co przyszłaś w krzaki? - zapytał Duży.
- No ee... No może też ich śledzę, ale ja mam do tego prawo. W końcu jestem jak matka dla Michaela. 
Po pewnym czasie wszyscy się pogodzili i razem podglądali parę zza krzaków. 
 Lisa z wiklinowego koszyka wyjęła butelkę z jakimś winem. Oczywiście Ci co ich śledzili słyszeli wszystko, bo przecież mają bardzo dobry słuch!
- Wybacz Liso, ale nie piję. - Jackson odmówił spożycia alkoholu. 
- Och, nie wiedziałam. Zaraz dam Ci coś innego. - znów zagłębiła się w koszyku.
- Nana, daj popcornu. - w kierunku pudełka z Adlerem wyciągnął rękę Vince. 
Gosposia szybko mu je podała, nie odrywając wzroku od pary. 
- Niestety nie mam nic innego do picia. - powiedziała Lisa.
duży spojrzał na wokalistę Motley Crue, ponieważ w ręku miał on Kubusia Play'a. Platynowa księżniczka i ochroniarz wymienili porozumiewawcze spojrzenia. Po chwili Vince tak po prostu wstał z ziemi i poszedł wymienić wino na Kubusia.
- No hej, Liska, Jackson. - zabrał zdziwionej kobiecie butelkę z ręki i schował ją sobie do kieszeni. Odkręcił Play'a i nalał im do kieliszków. - Tylko nie szalejcie z tym. - powiedział i wrócił w krzaki.
 Michael i Lisa wymienili przerażone spojrzenia.


W tym czasie u innych idiotów...

- To na pewno nie miało być tak. - oznajmił Brad patrząc na (nadal) nie rozłożony namiot. - Zobaczcie, dziewczyny już rozłożyły. 
Wzrok każdego z panów zwrócił się w kierunku namiotu Erin, Mandy, Weroniki i Barbary. Duff z wrażenia wypuścił "te dzidy na kiełbaski" i spadły one na drzemiącego pod leżakiem Adlera.
- Nie wiem jak Wy, ale ja jeśli się Wam nie uda, śpię na leżaku. - powiedział Ozzy i zajął miejsce na wcześniej wspomnianej rzeczy.
- A gdzie ja mam spać? - spytała Wiktoria.
- No ze mną - oznajmił Slash. - Uwaga! Możemy przygarnąć jedną osobę. Powtarzam JEDNĄ.
Nikt jednak nie zwrócił uwagi na pana Hudsona i powrócili do kłótni o rozłożeniu namiotu.
- Przecież Wam tłumaczyłem, jak się rozkłada. - powiedział Alec.
- Tak? - zapytali ze zdziwieniem.
Such tylko westchnął i poszedł do swojego namiotu, w którym miał spać sam. 
- To ja idę spać do Aleca. - mruknął Richie i szybko popędził za kolegą.
Chętnych do spania z basistą okazało się więcej. Dlatego teraz przed (ciągle) nie rozłożonym namiotem stała piątka Gunsów i Metallika. Lars - doświadczony kucharz, postanowił zrobić coś do jedzenia, bo przecież na głodnego nie będą pracować. Reszta chętnie na to przystała. 

W tym czasie namiot dalej...

- Chłopaki, gdzie Vince? - spytał Tommy.
- Nie widziałem go od jakiś 3 godzin. - odparł Sebastian. - Ej, zostaw moją szczotkę, zboczeńcu jeden!
Bach wyrwał czeszącemu sobie włosy Davidowi szczotkę z ręki. Wokalista przytulił ją do siebie i zaczął szeptać coś, żeby się uspokoiła (szczotka).
- A jak się zgubił? - zapytał ze strachem Nikki.
- Jakby to powiedział Izzy: znajdzie się. - odparł Joe. - A gdzie Tyler? - rozejrzał się po namiocie.
- Znajdzie się. - mruknął obrażonym tonem Sixx.
- Pewnie poszedł zapalić. - powiedział Tom.

                                         ***

- Kurde, poczekaj! - krzyknął za nią.
- Po co? Może nie chcę z Tobą przebywać?
Podszedł do niej i odwrócił przodem do siebie. Stali tak przez chwilę, ponieważ mężczyzna nie wiedział co ma zrobić. Blondynka wyrwała się i poszła dalej.
- Nadal jesteś zła za to, że Cię pocałowałem? - spytał.
- Steven - spojrzała na niego. - Mieliśmy być przyjaciółmi.
- Jesteśmy tylko, że ja... - zawiesił się.
Westchnęła i odwróciła się w stronę bruneta. 
- Skończmy ten temat, dobrze? - zaproponowała.
Chciał powiedzieć jej co czuje, ale widocznie ona nie chciała o tym wiedzieć. Na pewno się domyślała, ale nie chciała niczego psuć. Pokiwał głową i ruszył w kierunku namiotu.
- Wiesz, że nie ma dla nas miejsca w namiocie? - spytał.
Dziewczyna zatrzymała się.
- To co robimy? 
- Ozzy zostawił leżak w spokoju i poszedł spać do samochodu, razem z Sharon, Alicem i niektórymi osobami, więc może też będziemy spać w samochodzie? Jak chcesz możemy iść do mojego. - uśmiechnął się zachęcająco.
- No nie wiem... raczej nie powinniśmy...
- Chodź. - pociągnął ją za rękę.

W tym czasie u Gunsów i Mety....

- Mam dosyć! Głupi namiot! Do niczego się nie nadaje! Jest po prostu do dupy! - krzyczał Axl rozwalając (nadal) nie rozłożony namiot. Oczywiście używał do tego "dzidy na kiełbasę".
- Co Ty robisz?! - James rzucił się na niego.
- Rozwalam go!
- A gdzie będziemy spać? - spytał Kirk.
- Nie denerwujcie się, patrzcie. - Rudy wskazał na resztę przyjaciół, którzy leżeli na trawie i patrzyli się w niebo. - Widzicie? Tak będziemy spać. W końcu miało to być, jakoś tak.
- Jeszcze mnie coś zje. - przeraził się Lars.
- Nie martw się, pierwszego zje Duffa. - oznajmił Rose. - Izzy to wyliczył razem z Cliffem.
- Aaa... No to ok. - machnął ręką Hetfield i ułożył się obok Slasha.
Kiedy Axl skończył niszczyć namiot, również położył się obok. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie pewne osoby...
- Ale to wino dobre było! - wykrzyknął Vince, który nie był w najlepszym stanie.
Zresztą Nana i Duży też. Dodam, że prowadzili ich tutaj Michael i Lisa. 
- Zamorduję na miejscu! - krzyknął Rudy i rzucił się na platynę. 
Nagle z krzaków dobiegł ich szelest. Wspomnę, iż to nie był byle jaki szelest. To znaczy dla chłopaków, bo oglądali dużo filmów i wiedzieli co taki szelest oznacza.
- Potwór! - krzyknął Popcorn i wszyscy w popłochu zaczęli uciekać.
Kiedy już nikogo nie było, bo pochowali się do innych namiotów, z krzaków wyszli Ozzy I Alice z dzidami na kiełbasę. Nie to nie były te od namiotu, tylko prawdziwe dzidy. 
- Widzisz, dobrze wyczułem, że coś gotują. - powiedział Osbourne i zaczął zabierać pozostałości z kolacji Larsa. - Zostaw trochę dla Sharon.
Zabrali jedzenie i wrócili.
___________________________________________
I oto jest koniec. Nie mam nic do powiedzenia, Wery nie ma, więc ja tylko podziękuję za komentarze pod ostatnim rozdziałem.
Dziękuję.


                              
      Rock Twins, ale bez Weroniki

czwartek, 17 lipca 2014

Prolog


,,Wyjazd''



Gdzieś tak obok Hellhouse'u, Mariola wyrzucała śmieci. 
Rozejrzała się dookoła i po stwierdzeniu, że nikogo nie ma - wyrzuciła swoje śmieci do śmietnika Gunsów. Pomimo prawie 60 lat, nadal była wredną, małą, rudą kioskarką. Nie preferowała emerytury. Wolała nadal pracować i zamęczać biednych ludzi. Miękła jednak patrząc na swe wnuczęta - Michaela i Larsa. Uważała ich za przesłodkich, a ślepa jeszcze nie była. Chłopacy korzystali z dobroci babci i wydawali jej kasę na nowy sprzęt. A po godzinach, kiedy babcia już szła do domu, włączali muzykę zwaną metalem...
 Koło kiosku przechodziła paczka metali, do której należeli Michael i Lars. 
- Och, wnuczęta moje kochane! - Wykrzyknęła uradowana Mariola.
- Babcia... - Powiedzieli z udawanym entuzjazmem. 
- Co Wy tu robicie? - Spytała.
- A Ty? - Odpowiedzieli pytaniem na pytanie
- Wyrzucam śmieci.
- A my idziemy do domu. - Odparli i pośpieszając kolegów, pobiegli w kierunku, nadal stojącego na naszym Świecie Hellhouse'u. 
Tam czekali już na nich rodzice, którzy mieli im do przekazania wiadomość. A mianowicie wyjeżdżali w trasę koncertową. Wszyscy. Bez wyjątków. Nawet matki jechały, aby dotrzymać towarzystwa mężom. O dziwo także Erin jechała! 
- A co z Waldusiem i Romkiem? Przecież z nami będą w niebezpieczeństwie. - Zapytała April, która również tu była. W końcu jej ojciec, drugi ojciec i matka wyjeżdżali.
- Ee... - Zamyślił się Izzy. - Zawieziemy ich do babci Dzidki!
- Ale ona mieszka z tą psychopatką Wieśką! - Oburzył się Axl.
- Ej, to moja babcia! - Krzyknął Stradlin. - Nie obrażaj jej.
- Panowie spokojnie. - Powiedziała w celu uspokojenia facetów, Baśka.
Z przerażeniem mogę oznajmić, iż się udało. Axl i Izzy podali sobie ręce i przeprosili. W tym domu panowały zasady jak w przedszkolu, ale co się dziwić. Przecież mieszkający w nim 40 - latkowie zachowywali się jeszcze gorzej niż dzieci. <Ej żaden z nich nie ma jeszcze 40 lat> Oczywiście Weronika musi wcinać dupę wszędzie. <po prostu Ci mówię, że oni nie mają 40 lat.> Mówiłam ogólnie, Axl i Izzy mają 43... Bo jest 2005, co nie?


Następnego dnia...

- Without you, In my life... - Śpiewał Vince pakując różowe majtki do walizki. 
Kiedy już wszystko miał na swoim miejscu, wyskoczył z walizką z pokoju. Tym razem był już wprawiony i sprawdził, czy na schodach czasem nie ma jakiegoś opakowania po lodzie. Ze zwycięskim uśmiechem zszedł po schodach bez upadku.
- Po dwudziestu latach się wprawiłem - Mruknął pod nosem. - Dwadzieścia lat.
Spojrzał na ścianę salonu. Wisiały na nich różne rodzinne zdjęcia. Między innymi przedstawiały one syna Micka i jego żony Emily - Thomasa Vincenta Franka Marsa. Nazwali go po nim, Tommym i Nikkim. Uśmiechnął się i zerknął na następne zdjęcie oprawione w ramkę. Przedstawiało ono jego "dziewczyny", jak to je nazywał. A były to Weronika i Wiktoria. 
 Teraz Neil miał już 44 lata i nadal nie miał żony. Biedaczek, żadnej nie chciał, ale to już jego wina. No chyba, że trafiały mu się same grube Mariole. Tak samo Tommy i Nikki pozostali kawalerami. No i Lars Ulrich, i David Bryan, prawie całe Skid Row... 
 Ale przechodząc dalej, dobrze się powodziło facetom z Motley Crue. Zresztą jak wszystkim. Odkąd urodziły się dzieci wszyscy są szczęśliwi. Vincent, syn Micka miał już 20 lat i poszedł na studia. Dlatego w Motley - House zrobiło się pusto. 
- Vince, nie spadłeś ze schodów?! - Zdziwił się Tommy. - Gratuluję, dostajesz złotą gwiazdkę.
- Dzięki dodam do kolekcji - Mruknął. - Ale najpierw zabiję Cię z butelki po afrykańskim winie! - Krzyknął i rzucił się na perkusistę z butelką jednego z najrzadszych win na Świecie. Zasmakował go pierwszy raz na safari z Lisą Marie Presley <ale o tym w pierwszym opowiadaniu, już niedługo>. Kiedy mężczyźni przestali się tłuc przypadkowymi rzeczami, które znaleźli w kuchni, zabrali walizki i wyszli przed dom.
 Czekał tam już na nich Mick. Siedział w autokarze, którym mieli jechać. Obok niego za to - Emily, która miała prowadzić. A jakże, kierowce mieli pierwszorzędnego. Po chwili dołączył do nich Nikki. Gdzie był wcześniej? Żegnał się z ładną sąsiadką z naprzeciwka. Szykuje się parka...
- Nikki, ruszaj tą starą dupę i do Motley-super, ekstra wozu! - Krzyknął Vince.
Basista przyśpieszył kroku i szybko, prawie, że wbiegł do autokaru. Kiedy już zapięli pasy, bo bezpieczeństwo przede wszystkim, odjechali. 


W tym czasie u tych idiotów Gunsów....

Izzy już od samego rana pakował swe berety do specjalnych małych walizeczek. Nawet jego mucha o imieniu Bożena była już spakowana <tak, Izzy ma muchę, ale dowiecie się o niej w drugim opowiadaniu już niedługo.> Barbara wyszła z łazienki, w której pakowała swoje kosmetyki. Stradlin wziął do rąk walizki i poszedł pożegnać się ze swoją córką Janis.
- Tylko pamiętaj, żadnych chłopaków, imprez, wypadów do Rainbow, dotykania moich rzeczy i nie tykaj mej prostownicy! - tak właśnie wyglądało ich pożegnanie. 
W tym czasie Nasz kochany Rose wraz z Erin kłócili o kolor walizek. Po jakimś czasie, kiedy z dołu zaczął wołać ich Slash, zdecydowali się na te czarne. Dodam, że mieli TYLKO czarne.
 Gdy wszyscy byli już na dole, do Hellhouse'u wpadł Rachel Bolan z filiżanką w ręce. 
- Pożyczycie cukier? No, bo nam się skończył i nie mamy co zabrać w trasę. - zapytał.
- Spytaj się Adlera. - powiedział Duff.
Czarnowłosy poleciał szybko na górę, ale po chwili zrozumiał, że Stevena tam nie ma i zbiegł z powrotem na dół, do kuchni. Kiedy wyłudził od blondyna filiżankę cukru podziękował mu - nie dziękując wcale i wybiegł z domu.
 Po okołu półgodziny wszyscy byli już gotowi. Gunsi wraz z żonami ostatecznie pożegnali się z dziećmi i wsiedli do swego autokaru. Okazało się jednak, że nie mają jak odjechać, bo całą ulice Floriańską 51/a i b zajął wielki autokar Skid Row. Izzy, który był kierowcą wychylił się przez okno i jak na Stradlina przystało, zaczął się drzeć.
 Żaden z osobników należących do zespołu o nazwie Skid Row nie zamierzał, jednak wsiąść do auta i nim odjechać. Dlatego Axl, który raczej do spokojnych nie należał wyskoczył przez okno i zaczął kopać autokar kolegów. W końcu podszedł do niego Sebastian i kopnął go w dupę. Obolały Rose wrócił do przyjaciół z zespołu. 
- Musimy poczekać, aż królewicze raczą odjechać. - mruknął siadając na siedzeniu.
Erin przytuliła Axla i powiedziała mu, żeby się tak nie gorączkował - To by było dziwne... Lecz w rzeczywistości powiedziała tylko:
- Nie gorączkuj się tak, Rudy łbie.
Po dwóch godzinach panowie ze Skid Row odjechali, dlatego Gunsi również wzięli z nich przykład i wyruszyli w swą krótką trasę koncertową po Stanach.

                                              ***

A co robiły dzieci Wielkich rockmenów przez ten czas? Dowiecie się w następnym rozdziale...
___________________________________________________________________
No. To co chcesz powiedzieć Weroniko?
- Em... Zapraszam do komentowania.
- Normalnie tyle powiedziałaś. 
Ech, ja również zapraszam do komentowania i chciałbym przeprosić za tak długą przerwę. A o dzieciach będzie w następnym rozdziale.




                                                                                  Rock Twins